Jedną z najpopularniejszych atrakcji Krety są ruiny pałacu w Knossos. Fragment ruin został odkryty w 1878 roku przez Kreteńskiego archeologa i antykwariusza Minosa Kalokairinosa. Kreta podlegała wówczas tureckiej okupacji, dlatego też prace przerwano. Po zmianie prawa archeologicznego wykopaliska na wielką skalę rozpoczął w 1899 r. sir Arthur Evans, który odkupił teren całego wzgórza. Odsłonięto wtedy rozległe ruiny pałacu pochodzącego z okresu 2000-1400 p.n.e. , zwanego. Duża część konstrukcji została odtworzona przy użyciu betonu i podobno ze zbyt dużą interpretacja własną sir Evansa, co do dziś spotyka się z głosami krytyki. Pałac jest związany z greckimi mitami o Miniaturze uwięzionym w labiryncie, Ariadnie i królu Minosie. Część informacji mówi że labirynt Minotaura znajdował się pod pałacem, część źródeł twierdzi że sam pałac był takim labiryntem.
Do Knossos udaliśmy się wypożyczonym autem. Miejscowość położona jest w odległości ok. 5 kilometrów od Heraklionu na południowy wschód. Niewątpliwym znakiem zbliżania się do tej atrakcji są wszechobecne parkingi i auta zaparkowane nawet wzdłuż drogi. W pierwszej chwili trochę nas przestraszyła długa kolejka do kas biletowych jednak wszystko szło dość szybko i sprawnie dlatego nie zrażajcie się. Ponadto oczekiwanie w kolejce odbywa się w niezwykle miłych okolicznościach przyrody, co widać na zdjęciu poniżej.
Pamiętajcie aby zabrać ze sobą koniecznie wodę i nakrycie głowy, teren wykopalisk jest naprawdę rozległy i w większości nieosłonięty przed słońcem.
Po terenie pałacu poruszaliśmy się sami, bez przewodnika ponieważ tak wolimy. Wcześniej trochę poczytałam o tej atrakcji, ponadto zabrałam ze sobą przewodnik książkowy. Teren jest bardzo rozległy i bardzo ciekawy. Parę razy usłyszeliśmy nawet rozmowy w polskim języku. Swoją drogą zawsze zadziwia mnie beztroska ludzi, którzy są pewni że wokół nikt ich nie rozumie i prowadza rozmowy na takie tematy że naprawdę momentami byłam zażenowana i wolałam się nie przyznawać że rozumiem o czym mówią.
Po zwiedzaniu z przyjemnością usiedliśmy w cieniu w pobliskiej knajpce gdzie można było zamówić przepyszny, świeżo wyciskany sok z pomarańczy.
Obsługujący nas kelner słysząc naszą rozmowę zapytał skąd jesteśmy. To pytanie pada z ust Greków bardzo często i nie należy się mu dziwić, oni naprawdę są ciekawi naszej historii i chcą nas poznać. Po tym jak odpowiecie że z Polski usłyszycie pierwsze skojarzenie z naszym krajem - najczęściej jest nazwisko sportowca. Kiedy powiedzieliśmy że jesteśmy z Polski, usłyszałam "Bolek i Lolek!". Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie. Spodziewałabym się wielu innych skojarzeń, szczególnie że kelner był dość młody, ale Bolek i Lolek???? Niemniej była to miła niespodzianka :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz